RSS
piątek, 20 stycznia 2012
Feralne piątki

Od kilku lat obserwuję pewne zjawisko i nie potrafię zrozumieć jego przyczyn. Jeśli ktoś jest w stanie je wytłumaczyć, będę bardzo wdzięczna. Otóż okazuje się, że zawodowo najtrudniejszym, najbardziej intensywnym i bogatym w sprawy do załatwienia dniem tygodnia jest piątek. I to jeszcze jestem w stanie zrozumieć - ludzie chcą zamknąć przed weekendem tematy, które zaniedbali wcześniej. Ale piątek jest również dniem, w którym wszystko się psuje, gmatwa, komplikuje. Piątek generuje problemy. Śledzę te problemy, analizuję je i niemalże obwąchuję. I nie mogę powiedzieć, żeby były to kłopoty wywołane piątkowym ludzkim pośpiechem. Nie. To są np. problemy przyczyną sięgające dajmy na to wtorku, które w piątek wypływają na światło dzienne i oczywiście w piątek muszą zostać naprawione. Do tego dochodzą zawieszające się komputery, psujące się samochody, przerwy w dostawie prądu itd. Na to nakłada się, już całkiem zrozumiała, nerwowość, która tylko wszystko komplikuje. Człowiek kłóci się z człowiekiem, Klient wspina się na wyżyny roszczeniowości i pomimo, że mimowolnie nasuwa się pytanie "czy to nie może poczekać do poniedziałku?", trzeba zacisnąć zęby i wydusić ze zmęczonego ciała i umysłu resztki energii i koncentracji.

A jaki jest pozytywny efekt tego negatywnego zjawiska? Dzika rozkosz towarzysząca początkowi piątkowego popołudnia...

20:12, botaktojest
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 stycznia 2012
Jak te pozory potrafią mylić...

Zawstydziłam się dziś i to sama przez siebie.

Otóż byłam na bieżni i jak nigdy dotąd większość dystansu przebiegłam (cieniarz bowiem raczej ze mnie w tym zakresie, niż zawodnik  i zwykle głównie maszeruję). Truchtam sobie i truchtam, dumna z siebie jak stado pawi, a przede mną statecznie spaceruje po bieżni pewna pani. I co? I myślę sobie (to się nazywa zadufanie!) - Phi! Tak wolno to każdy głupi potrafi! I co się okazało? No co? Że pani już jest po godzinnym fitnesie, z którego ja zwykle wychodzę zataczając się ze zmęczenia z zerową praktycznie możliwością skoordynowania ruchów... A fiśt! Wstyd, po prostu wstyd...

A jaki z tego morał?! NIE OCENIAJ!

20:53, botaktojest
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 stycznia 2012
Stało się

Stało się. Kupiłam swój pierwszy w życiu krem przeciwzmarszczkowy pod oczy. Lepiej późno niż wcale. Brawo!

16:39, botaktojest
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 stycznia 2012
Apel do Klientów

Chciałabym dziś zwrócić się do Klientów, a więc do każdego z nas, bowiem wszyscy jesteśmy Klientami: w sklepie, w aptece, u fryzjera, na stacji benzynowej, czy też w pracy - zamawiając towar w innej firmie, bądź zlecając jej jakąś usługę. Od dłuższego czasu obserwuję z niepokojem, że elementarna choćby kultura w relacjach międzyludzkich na linii Klient - Sprzedawca zanika w zastraszającym tempie. Klienci są coraz bardziej roszczeniowi i bezczelni. Tupet narasta. Hasło "Nasz Klient - nasz Pan" wrosło głęboko w świadomość ludzką. "Jestem Klientem, a więc jestem Panem, a ty musisz mnie służalczo obsłużyć, bowiem to ja ci płacę" - takie właśnie nastawienie coraz częściej jest spotykane. Niestety.

Dlatego właśnie dziś występuję z apelem. Spójrzmy na sprzedawcę, usługodawcę, handlowca: jest człowiekiem! Naprawdę! Wykonuje swą pracę, często w niełatwych warunkach, często bardzo trudną, nie zawsze jest dobrze opłacany, często jest głodny, bo nie ma czasu zjeść drugiego śniadania. Pracuje pod presją czasu i wyniku. A mimo to ma dla nas dobre słowo i uśmiech. I to naprawdę nie jego wina, że nie odpowiada Ci, drogi Kliencie, na przykład cena. Nie krzycz na niego z tego powodu, zostaw dla siebie szyderstwa. O cenie zawsze możesz porozmawiać, a jeśli nie uda Ci się otrzymać satysfakcjonującego rabatu, zawsze możesz zrezygnować i kupić u konkurencji. Masz do tego prawo. Ale nie masz prawa wdeptywać drugiego człowieka w ziemię, mieszać go z błotem i upokarzać. Do tego nie masz prawa. Doskonale wiesz, że sprzedawca nie odpłaci Ci się tym samym, bo nie może, bo mu nie wolno. I dlatego czerpiesz brudną satysfakcję z tego, że jesteś górą. Brudną i płytką. Pamiętaj, zostawiasz wtedy po sobie nie tylko smród, ale często ból i łzy, ukradkiem przełykane...

12:01, botaktojest
Link Komentarze (1) »
środa, 11 stycznia 2012
Mąż Kochany...

Mąż Kochany oburzał się ostatnio na swą nieobecność (w sensie nie-piszesz-nic-o-mnie) na mym blogu. Zapomniało Biedactwo jak dawien dawna protestowało przeciwko opisywaniu Jego Osoby. Ponieważ jednak dobrą żoną staram się być i życzenia Swego Pana wypełniać, niniejszym oznajmiam, że Mąż Kochany istnieje, ma się dobrze i naprawdę kochany jest.

18:53, botaktojest
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 stycznia 2012
no nie - jednak niedojrzałość

Podobno wściekanie się na pogodę jest mocno niedojrzałe. Ale powiedzcie, no powiedzcie - jak się ma urlop raz w roku i  czeka się na niego 351 dni  i pogoda nie dopisze, to czyż to nie jest frustrujące? OK, postanowiłam być dojrzała, starałam się dobrze bawić niezależnie od pogody. Bawiłam się. Ale mocne postanowienie, żeby nie spędzać następnego urlopu w Polsce zakorzeniło się na dobre.

A teraz prezent. 4 dni urlopu tak po prostu. DAWNO NIE MIAŁAM TAK CUDOWNEGO PREZENTU. Kilka dni w tropikach byłoby super, ale skusiły mnie jednak polskie góry. Spacery w śniegu, choinki pokryte puchem, moje małe refugium. Znalazłam nawet trasy z dala od narciarzy. I co? I piiiiiiip. Deszcz.

A kiedy będzie pogoda? Jak wrócę do pracy.

Ja wiem, że marudzącym blogom mówiłam NIE. Wiem. Naprawdę wiem. Pamiętam.

Dobra, małe conieco na poprawę samopoczucia, czyli 4xr:

- kawa - rarytas;

- film - rutyna;

- książka - refleksja;

- sprzątanie - relaks.

11:58, botaktojest
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 stycznia 2012
2011

2011 zakotwiczył się w mojej pamięci następującymi spostrzeżeniami:

- Mazury z brzegu nie są takie wspaniałe, jak to niektórzy opisują;

- w Ustrzykach Górnych czas naprawdę płynie wolniej (czy jakiś fizyk wytłumaczy mi dlaczego?!);

- z namiotami trzeba bardzo uważać i nie pchać do nich tyłka w zimne noce;

- jak się gdzieś nie chce jechać, to naprawdę oznacza ni mniej ni więcej, że jednak będzie fajnie;

- nocne spacery po ośnieżonym górskim lesie są cichodźwiękotwórcze - wywołują pełne zachwytu "aaaaa!";

- jak człowiek nic nie robi ciekawego, to ma potem luki w pamięci. Czy ktoś mi powie co ja robiłam od stycznia do czerwca?! (aaa, przypominam sobie - szwendałam się po komisach samochodowych i szpitalach. Faktycznie, lepiej zapomnieć...)

- nie warto robić postanowień noworocznych - jeszcze nigdy żadnego nie udało mi się dotrzymać! 

Wobec powyższego - planów na Nowy Rok nie będzie!

19:15, botaktojest
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
kiedyś?

Kiedyś się zmieni. Naprawdę zmieni. Tzn. ja zmienię. I mam szczerą nadzieję, że nie będzie za późno.

22:38, botaktojest
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 grudnia 2011
przedświątecznie-porządkowo

Ostatnio coś, co tygryski lubią najbardziej, czyli... Wielkie Przedświąteczne Porządki!

Uwielbiam, gdy:

- szmatka z dziewiczo czystej zmienia się w paskudnie zabrudzoną,

- wylewane z miski mydliny są buro-szare,

- odnajduję w szale porządków jakiś dawno zapomniany drobiazg, 

- ręce po zdjęciu firan do prania są wyraźnie zakurzone.

I żałuję, niezmiernie żałuję, że nie mam potwornie zakurzonego strychu z milionem skarbów....

19:01, botaktojest
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 listopada 2011
wyzumbowana

Wyzumbowałam się dziś do utraty tchu. To było przyjemne. Teraz też jest przyjemnie. 

Pytanie na dziś brzmi: jeśli jutro miałby skończyć się świat, to czy dziś było dobrym ostatnim dniem? Mhm... 

20:23, botaktojest
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
statystyka